Ten dzień zapamiętam chyba do końca życia. Była sobota, po południu byłam zaproszona na ślub Jarka i Eli. Elka była moją najlepszą przyjaciółką jeszcze z czasów szkoły średniej. Postanowiłam, że będę wyglądała na tej uroczystości wyjątkowo. Wymyśliłam sobie, że zmienię fryzurę. Nie miałam za bardzo czasu na fryzjerkę, więc stwierdziłam, że wreszcie to dobra okazja na wyprostowanie moich strasznych loków. Pożyczyłam wcześniej od Soni prostownicę, gdyż ona już nie raz prostowała, potem znów kręciła swoje włosy, tak, że nie było problemu. Byłam pewna, że moje przygotowania idą idealnie. Wzięłam się za prostowanie włosów. Pech chciał, że zadzwonił mój narzeczony z pytaniem czy już jestem gotowa, rozmowa się oczywiście przeciągnęła. Kiedy skończyliśmy rozmawiać, spojrzałam w lustro i myślałam, że się popłaczę. Moje włosy wyglądały tragicznie. Z jednej strony miałam je niemal spalone. Zadzwoniłam z powrotem do mojego Huberta, wiedziałam, że mogę na niego liczyć. Szybko zawiózł mnie do salonu fryzjerskiego w którym pracuje jego siostra. Tam ona osobiście w tempie niemal ekspresowym zrobiła z moimi włosami coś, że wyglądały naprawdę rewelacyjnie. Postanowiłam, że już więcej sama nie będę próbowała takich zabiegów, mimo tego, że dzięki temu na ślubie moja fryzura naprawdę była wyjątkowa.
|